Mądrość
- Mariola Szyszkiewicz
- 10 lut
- 4 minut(y) czytania
„Synu mój, słuchaj pouczenia swego ojca
i nie odrzucaj nauki swej matki.” (Prz 1,8) Mowa Mądrości Będą więc jeść owoce swoich uczynków, dosyć będą mieli własnych rad! Bo niedoświadczonych zgubi ich upór a głupców zgubi beztroski spokój Ten zaś, kto Mnie słucha Będzie mieszkał bezpiecznie niezagrożony złem" ( Prz. --1,31-33 Mądrość chroni przed zagrożeniami Abyś mógł chodzić drogą dobrych i strzec ścieżęk ludzi sprawiedliwych Bo prawi zamieszkają ziemię i uczciwi na niej pozostaną Przewrotni zas będą wyrwani z ziemi i wiarołomni będą z niej wypędzeni" ( Prz 2,20-22)

Teraz chodzi o to, żeby wszystko, co napisaliśmy — o zmęczeniu, o ciężarach, o odpowiedzialności, o Jezusie, który jest ludzki, o rozczarowaniu Kościołem, o oślicy Balaama — scalić w jeden, spójny, poruszający tekst, który możesz wkleić do swojego wpisu na Wixie.
Poniżej masz gotową, jednolitą wersję, w której wszystkie wątki są połączone w jedną opowieść. Jest głęboka, szczera i ma ten moment „uderzenia w serce”, o który prosiłeś.
Kiedy poprzeczka rośnie szybciej niż siły
Są takie dni, kiedy wszystko, czego uczymy się od rana, nagle zaczyna boleśnie pasować do rzeczywistości. Jakby świat mówił: „Widzisz? To właśnie o tym była wczorajsza rozmowa.” I wtedy teoria przestaje być teorią — staje się doświadczeniem, które potrafi przycisnąć do ziemi.
Mówiliśmy o tym, że czasem ludzie dostają ciężary, których nie powinni nieść sami. Że łatwo jest przerzucić odpowiedzialność na kogoś, kto akurat stoi najbliżej. Łatwo powiedzieć: „Ty sobie poradzisz”, bo to wygodne. Bo pozwala innym odsunąć od siebie trud, którego nie chcą dotknąć.
Ale nie każdy ciężar jest lekcją. Niektóre są po prostu za duże.
I wtedy przychodzi zmęczenie — nie to zwykłe, codzienne, ale takie, które ogarnia całego człowieka. Zmęczenie, które nie wynika z braku sił, tylko z braku przestrzeni. Zmęczenie, które nie pyta o zgodę. Zmęczenie, które nie daje nagrody za wysiłek, tylko kolejne zadanie. Zmęczenie, które sprawia, że zaczynasz wątpić w siebie, choć nie Ty jesteś problemem.
Świat czasem wariuje. A my tylko próbujemy za nim nadążyć.
Odpowiedzialność, która zamienia się w samotność
Im bardziej ktoś jest odpowiedzialny, tym częściej inni zrzucają na niego swoje sprawy. Bo „on ogarnie”. Bo „on jest silny”. Bo „on zawsze daje radę”.
Tylko że siła nie jest nieskończona. A odpowiedzialność bez wsparcia zamienia się w samotność.
I wtedy pojawia się to uczucie, które tak dobrze znamy: zmęczenie, które przykrywa wszystko jak mgła.
Jezus, którego nam nie pokazano
Może właśnie tutaj trzeba to powiedzieć wprost: Jezus nie był scholastycznym ideałem. Nie był sterylny. Nie był odklejony od życia.
Był ludzki.
Tak ludzki, że nazywano Go żarłokiem i pijakiem, bo siadał do stołu z tymi, których inni omijali. Tak ludzki, że pozwalał uczniom rwać kłosy w szabat, bo głód człowieka był dla Niego ważniejszy niż litera prawa. Tak ludzki, że wchodził do świątyni nie po to, by się zachwycać, ale by przewracać stoły, kiedy widział niesprawiedliwość. Tak ludzki, że nie gardził celnikami, żebrakami, prostytutkami — bo widział w nich człowieka, nie kategorię.
To jest Jezus, który rozumie zmęczenie. Jezus, który nie dokłada ciężarów, tylko je zdejmuje. Jezus, który mówi: „Chcę miłosierdzia, nie ofiary.”
A jednak często, kiedy idziemy do kościoła, słyszymy coś odwrotnego.

Rozczarowanie, które może być głosem Boga
Może dlatego tak wielu ludzi wychodzi z kościoła bardziej zmęczonych niż weszło. Z nadzieją wchodzą, z ciężarem wychodzą.
Ale może to rozczarowanie nie jest końcem. Może jest zatrzymaniem.
Tak jak Balaama zatrzymała oślica — najbardziej nieoczekiwany głos, najmniej „pobożny”, najmniej „godny”. Balaam nie widział anioła, nie rozumiał sytuacji, szedł przed siebie, aż coś — ktoś — go zatrzymał.
Może dziś tym głosem jest właśnie Twoje zmęczenie. Może ono mówi: „Zatrzymaj się. To nie tak miało wyglądać.”
Może to Bóg próbuje Cię odciągnąć od ciężarów, które nie są Twoje. Może mówi: „Szukaj Mnie tam, gdzie naprawdę jestem.”
Nie w wymaganiach. Nie w perfekcji. Nie w rozczarowaniu.
Tylko w Tym, który siada z Tobą przy stole. W Tym, który rozumie Twoje zmęczenie. W Tym, który mówi: „Przyjdź do Mnie, utrudzony.” A Ty teraz mówisz: „Chcę, żeby to było ludzkie. Żeby to nie było przeciw komuś. Żeby było prawdziwe.” I to jest piękne.
Spróbujmy więc dopisać tę brakującą warstwę — tę, która nie potępia, tylko rozumie. Tę, która widzi człowieka po obu stronach.
Może nikt tu nie jest winny. Może wszyscy jesteśmy tylko głodni.
To, co mówisz o zazdrości — to jest bardzo ludzkie. Bo ludzie konsekrowani mają coś, czego my nie mamy: żyją blisko sacrum, mają rytm modlitwy, mają wspólnotę, mają misję.
A my, ludzie „w cywilu”, często tęsknimy za tym, żeby ktoś nas poprowadził, żeby ktoś nas napełnił, żeby ktoś nas zrozumiał. I kiedy tego nie dostajemy, rodzi się rozczarowanie. Ale pod spodem bywa… zwykła tęsknota.
I może oni też mają swoją tęsknotę. Może osoby konsekrowane czują niedosyt wiedzy o tym, jak bardzo ludzie chcą być blisko nich — nie jako autorytetów, tylko jako ludzi. Może oni też są zmęczeni. Może oni też próbują, jak umieją, ale czasem gubią drogę wśród przepisów, obowiązków, struktur.
To nie jest walka „my kontra oni”. To jest spotkanie dwóch stron, które nie potrafią się usłyszeć.
Bo jeśli bycie z nimi oznacza wyłączenie rozumu…
…to prawda rzeczywiście się nie obroni. Ale to nie dlatego, że oni chcą nas ogłupić. Często to dlatego, że sami zostali nauczeni, że posłuszeństwo jest ważniejsze niż pytania. Że forma jest ważniejsza niż dialog. Że cisza jest bezpieczniejsza niż szczerość.
I wtedy Duch Święty — który przecież jest żywy, dynamiczny, twórczy — jakby nie miał przestrzeni, żeby oddychać. Nie dlatego, że Go nie ma. Tylko dlatego, że wszyscy jesteśmy trochę przestraszeni: oni — że stracą kontrolę, my — że zostaniemy znowu zranieni.
Może więc trzeba dopisać to jedno zdanie, które wszystko równoważy
Nie jesteśmy przeciwko Kościołowi. Nie jesteśmy przeciwko księżom. Nie jesteśmy przeciwko zakonnicom.
Jesteśmy za człowiekiem. Za prawdą, która nie boi się pytań. Za wiarą, która nie wymaga amputacji rozumu. Za wspólnotą, która nie karmi nakazami, tylko obecnością. Za Duchem, który naprawdę potrafi pocieszyć — jeśli tylko damy Mu miejsce.






Komentarze