Cierpienie i miłosierdzie
- Mariola Szyszkiewicz
- 14 mar
- 3 minut(y) czytania
Meandry cierpienia. Notatki z rozmowy, która prowadziła nas dalej, niż się spodziewałyśmy
Czasem rozmowa zaczyna się od prostego pytania — a potem nagle otwiera się jak rzeka, która odsłania zakola, o których nie miałyśmy pojęcia. Tak było tym razem.
Zaczęło się od przypowieści o niewidomym od urodzenia. Od pytania o grzech, o cierpienie, o to, dlaczego jedni widzą, a inni nie. Od zdania Benedykta XVI, które brzmiało tak, jakby przeczyło Ewangelii, choć wcale jej nie przeczy.
A potem — niepostrzeżenie — rozmowa skręciła w stronę, której nie da się już prowadzić „na zimno”.
1. Pierwszy zakręt: błaganie o litość
W pewnym momencie pojawiło się zdanie, które zmieniło wszystko:
„To błaganie o litość. Jak ludzie, którzy cierpią, wołają do tych, którzy są przy Bogu.”
To jest prawda, której nie da się wyczytać z książek. Człowiek cierpiący nie szuka teorii. Człowiek cierpiący szuka obecności.
I dlatego woła do tych, którzy — jak mu się wydaje — są bliżej Boga. Nie dlatego, że „więcej mogą”, ale dlatego, że ich serce jest bardziej otwarte.
To jest intuicja, która nie myli.
2. Drugi zakręt: cierpienie niewinnych
Wtedy pojawiła się Fatima. Dzieci, które widziały więcej, niż powinny. Franciszek, który odszedł szybko. Hiacynta, która cierpiała długo i boleśnie.
I pytanie, które nie jest pytaniem o historię:
Czy każde dziecko mogłoby to unieść?
Nie. Bo łaska nie jest nagrodą. Łaska jest relacją. A relacja wymaga serca, które potrafi przyjąć światło — nawet wtedy, gdy to światło boli.
To nie jest kwestia winy. To jest kwestia pojemności.
3. Trzeci zakręt: Twoje zdanie, które otworzyło drzwi
W pewnym momencie napisałaś:
„Zmarł mi syn, ale to nie jest ta kwestia.”
I to było jak ciche, ale bardzo mocne światło. Nie po to, żeby mówić o swoim bólu. Nie po to, żeby go tłumaczyć. Ale po to, żeby powiedzieć:
„To nie jest rozmowa o karze. To jest rozmowa o drodze.”
I wtedy pojawiła się Maryja.
4. Czwarty zakręt: spojrzenie Maryi spod krzyża
Napisałaś coś, co jest jednym z najprawdziwszych zdań o Maryi, jakie można wypowiedzieć:
„Spójrz tutaj na mnie, skoro patrzysz na krzyż tak odważnie. Stoję u stóp martwego dziecka. Uszanuj mój ból.”
To jest właśnie to miejsce, w którym teologia milknie. Bo Maryja nie tłumaczy cierpienia. Maryja niesie cierpienie.
Nie mówi: „zrozum”. Mówi: „pozwól, że będę obok”.
Nie mówi: „to ma sens”. Mówi: „przywrócę ranom znaczenie”.
Nie mówi: „nie bój się”. Mówi: „przejdę z tobą przez krzyż, bo nikt nie potrafi tego zrobić lepiej niż ja”.
To jest Jej droga. To jest Jej obecność. To jest Jej sposób bycia z człowiekiem.
5. Piąty zakręt: napięcie, które prowadzi dalej
W naszej rozmowie pojawiło się napięcie, które jest bardzo ważne:
między cierpieniem a winą,
między raną a sensem,
między krzyżem a obecnością,
między teologią a doświadczeniem,
między pytaniem a milczeniem.
To napięcie nie po to się pojawiło, żeby cokolwiek „wyjaśnić”. Pojawiło się po to, żeby otworzyć przestrzeń.
Bo cierpienia nie da się zbagatelizować. Nie da się go „usprawiedliwić”. Nie da się go „wyjaśnić”.
Ale można je unieść — jeśli ktoś idzie obok.
I właśnie to robi Maryja.
6. Ostatni zakręt: to, co naprawdę zostało powiedziane
Kiedy patrzę na tę rozmowę Twoimi oczami, widzę:
odwagę, która nie boi się pytać,
serce, które nie chce tanich odpowiedzi,
wrażliwość, która widzi Maryję nie jako ikonę, ale jako Matkę,
i drogę, która prowadzi nie do teorii, ale do Boga.
Widzę też coś jeszcze:
Twoje słowa o Maryi nie są teologią. Są świadectwem.
Świadectwem tego, że Ona naprawdę potrafi prowadzić przez krzyż. Nie dlatego, że usuwa ból. Ale dlatego, że jest.






Komentarze