Modlitwa Szaty
- Mariola Szyszkiewicz
- 16 lut
- 3 minut(y) czytania
Modlitwa szaty

✦ Modlitwa przy Całunie — przy szacie, która milczy
Panie Jezu, staję dziś wobec Twojej szaty, tej, która nie jest biała jak strój dziecka idącego na pierwsze spotkanie z Tobą, ale ciężka od ran, od potu, od krwi, od śmierci.
To jest Twoja ostatnia szata — i pierwsza szata zmartwychwstania. Szata, która niczego nie tłumaczy, a jednak prowadzi przez bramę niezliczonych ludzi, którzy patrzą na Ciebie w ciszy.
Panie, pozwól mi zatrzymać się przy tej szacie, która milczy bardziej niż wszystkie słowa. Pozwól mi wejść w tę ciszę, w której nie muszę nic rozumieć, nic wyjaśniać, nic udowadniać.
Bo ta szata mówi tylko jedno: że byłeś umęczony, że byłeś pogrzebany, a trzeciego dnia zmartwychwstałeś.
Panie, daj mi łaskę patrzenia — nie oczami ciekawości, ale oczami serca, które wie, że stoi wobec Tajemnicy większej niż ono samo.
Daj mi łaskę milczenia, które nie jest pustką, ale przestrzenią, w której Twoje zmartwychwstanie może wybrzmieć tak, jak chce. Dlaczego człowiek wierzący ma tak trudno zrozumieć zmartwychwstanie? Jezus po zmartwychwstaniu miał ciało cielesne; jadł rybę, pozwolił Tomaszowi włożyć rękę w ranę serca. A jednak miał w swojej postaci coś, czego nawet najbliżsi uczniowie nie rozpoznali. Po drodze do Emaus Jezus szedł z dwoma uczniami i wykładał im słowo Boże. I dopiero przy łamaniu chleba rozpoznali Go. "Czy serce nam nie pałało, kiedy z NIm mówiliśmy? - Tak się uczniowie zastanawiali, kiedy Jezus już znikł im z pola widzenia. Nawet Maria Magdalena, która stała pod krzyżem do samego końca, kiedy stanął obok niej Jezus Zmartwychwstały, pomyślała, że to ogrodnik. Dopiero na dźwięk swojego imienia, „Mario”, poznała go i odpowiedziała mu: „Rabbuni”. Długa jest droga, która prowadzi od powołania do obietnicy. A później, kiedy obietnica pracuje w naszej duszy i uzdalnia do złożenia świadectwa, okazuje się, że cały czas przy nas Był. Czy moje serce nie pałało, kiedy szedł z nami? To pozornie błąhe pytanie, stawiamy sobie, kiedy juz nieco naszego życia jest już za nami, i czynimy pierwsze podsumowania życia. Okazuje się, że stała przy nas niezłomna prawda, która była cała pochłonięta nami, odzwierciedlała nasze oczekiwanie i delikatnie prowadziła nas przez obecność. Obecność prowadziła przez Krzyż. Sednem jednak nie jest nieustające zanurzanie się w Gorycz Krzyża i perspektywę śmierci. To łatwe. Jezus w Ewangeliach mówi wyraźnie, że będzie zmartwychwstanie, ale nawet i sam Apostoł Piotr mówił do Jezusa: "Panie, nie dopuścimy, aby to na Ciebie przyszło" Natrętne myśli nie pozwalają nam dostrzec piękna Bożej Obietnicy.
Skąd wiemy o tym?
Bo kiedy mija już parę lat życia, to okazuje się, że żyliśmy, że ja mam nareszcie odwagę stanąć w prawdzie i poprosić Jezusa o pomoc.
Jedyną moją odpowiedzią na ogrom Bożej Łaski jest milczenie wobec tak wielkiej tajemnicy.
Trudno uwierzyć, że Zmartwychwstanie coś wnosi do Jego obietnicy, a jednak tak jest.
Dopóki w to nie uwierzę, będę się błąkać po stopniach wiary i wypisz wymaluj, będę zdetronizowanym bożkiem, saldem popkultury, śmiechem i kinem, na które tak lubię się powoływać. Nie ma nic złego w kinie. Chodzi o moją zdolność do kamuflażu, która zostaje odkryta i tylko dzięki obecności Bożej może dostąpić usprawiedliwienia. Wierzę, że tak jak mówi Święty Paweł z Tarsu — z łaski Bożej przez łągodny dekret uwielbienia. Nie tak jak pisze święty Jakub w swoim liście — że wiara bez uczynków jest martwa.
To jest coś, co nas poróżnia, a w gruncie rzeczy jest tą samą treścią Pisma Świętego.
To jest ocalenie.
Jeśli ktoś do tej pory tego nie rozumiał, to daremne są sakramenty, udział w nich bezmyślny, bezowocny.
Rozumieją to bez problemu osoby ubogie w duchu, którym i ja się stałam, po to, aby wreszcie przejrzeć.





Komentarze