potrzebuje pomocy
- Mariola Szyszkiewicz
- 16 sty
- 2 minut(y) czytania
potrzebuje pomocy
Opowieść o Pasterzu, który zostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, by ocalić jedną
W dolinie, gdzie poranne mgły unosiły się jak srebrzysty oddech ziemi, żył pasterz znany wszystkim ze swojej niezwykłej troski. Nie był bogaty, nie miał wielkich pól ani stad liczonych w tysiącach. Miał tylko sto owiec — i kochał każdą z nich tak, jakby była jedyna.
Każdego dnia prowadził je na zielone pastwiska, a nocą liczył, dotykał ich wełny, sprawdzał, czy żadna nie kuleje, czy żadna nie została z tyłu. Owce znały jego głos i szły za nim bez lęku.
Aż pewnego dnia jedna zniknęła.
Nie było jej wśród pozostałych. Nie odpowiedziała na wołanie. Nie wybiegła z krzaków, jak zwykle, spóźniona i zawstydzona.
Pasterz policzył jeszcze raz. Dziewięćdziesiąt dziewięć. Jedna brakowała.
Owce patrzyły na niego z niepokojem, jakby wiedziały, że coś jest nie tak. Wiatr niósł zapach burzy, a w oddali słychać było wilki. Każdy rozsądny pasterz zostałby przy stadzie — bo dziewięćdziesiąt dziewięć owiec to przecież ogromna odpowiedzialność.
Ale on nie był zwykłym pasterzem.
— Ona mnie potrzebuje — powiedział cicho. — A one są bezpieczne.
I ruszył.
Nie zabrał kija, nie zabrał pochodni. Poszedł tak, jak stał, kierując się jedynie sercem i pamięcią jej cichego beczenia. Przeszedł przez kamieniste zbocza, gdzie łatwo było skręcić nogę. Zajrzał do wąwozów, gdzie echo brzmiało jak głos drapieżników. Wspiął się na skały, które kaleczyły dłonie.
W końcu usłyszał coś — słabe, urwane, pełne strachu wołanie.
Tam była.
Mała owca zaplątała się w ciernie. Jej wełna była porwana, a oczy pełne paniki. Drżała tak mocno, jakby cały świat miał się zaraz zawalić.
Pasterz uklęknął obok niej.
— Już jestem — wyszeptał. — Nie zostawię cię.
Delikatnie rozplątał gałęzie, choć kolce raniły jego ręce. Wziął ją na ramiona, jakby była najcenniejszym skarbem. Owca wtuliła się w niego, uspokajając oddech, jakby dopiero teraz uwierzyła, że żyje.
A potem wrócili.
Gdy pasterz wszedł na pastwisko, dziewięćdziesiąt dziewięć owiec podniosło głowy. Jakby czekały. Jakby wiedziały, że bez tej jednej stado nie było pełne.
Pasterz uśmiechnął się szeroko, zmęczony, poraniony, ale szczęśliwy.
— Teraz jesteśmy znowu razem — powiedział. — I tak będzie zawsze.
Bo dla niego jedna zagubiona owca była równie ważna jak wszystkie pozostałe. Bo miłość nie liczy. Miłość szuka. Miłość wraca z tym, kogo znalazła.



Komentarze